Moja historia

Nazywam się Jarosław Miłkowski. Przyszedłem na świat 25 lutego 1977 r. Pochodzę z diecezji płockiej. Mieszkam obecnie w Warszawie. Należę do Parafii Najświętszego Serca Pana Jezusa w Falenicy.

Wszystko zaczęło się od spojrzenia na obraz… widniała na nim trójka dzieci, która modliła się przed wizerunkiem Matki Bożej. Wówczas zupełnie nie wiedziałem, jakie wydarzenie jest na nim przedstawione. Okazało się, że te dzieci to Franciszek, Hiacynta i Łucja. W tym samym czasie moja ciocia powiedziała, że ma książkę o Fatimie. Przeczytałem ją wieczorem. Tak duży wpływ wywarła na mnie, że zacząłem odmawiać codziennie Różaniec. Trwało to około 9 miesięcy.

W październiku, kiedy byłem na Mszy Świętej i Różańcu, moja sąsiadka zaproponowała mi nocną, pieszą pielgrzymkę pokutną ze Skępego (Sanktuarium Matki Bożej Brzemiennej) do Obór (Sanktuarium Matki Bożej Bolesnej). Zgodziłem się. To był moment przełomowy w moim życiu, którego nie zapomnę do końca życia.

W Oborach z rąk ojca Piotra przyjąłem Szkaplerz Matki Bożej z Góry Karmel. Szatę Maryi. To tam pierwszy raz doświadczyłem Bożej Miłości. Boga, który jest żywy i prawdziwy. Ducha Świętego, który przeniknął moje życie. Teraz mogę powiedzieć – to była łaska! I tak przemierzałem 23km nocą, raz w miesiącu, przez kilka lat, prawie regularnie.

Minęło już kilkanaście lat od tego pamiętnego i przełomowego momentu. Wciąż mam to wydarzenie bardzo głęboko w moim sercu. Cały czas jest żywe i przenika głębokości mojej duszy. Kolejnym krokiem było wstąpienie do wspólnoty „Legion Maryi”, a później do Odnowy w Duchu Świętym, gdzie zacząłem formację, która trwa po dzień dzisiejszy.

Drugim mocnym doświadczeniem w moim życiu był moment, kiedy byłem na Mszy Świętej z modlitwą o uzdrowienie prowadzonej przez o. Józefa Witko. Padły wtedy słowa poznania, że Jezus dotyka teraz młodego mężczyznę, który stoi pod filarem i który jest czcicielem o. Pio, a o. Pio wyprasza potrzebne łaski dla niego. Pomyślałem wtedy, że o. Pio jest moim ukochanym patronem, ja stoję pod filarem, ale rozejrzałem się dookoła, że jest kilka filarów i cały Kościół ludzi, to pewnie chodzi o kogoś innego. Ojciec Witko powiedział po chwili ciszy – ten mężczyzna się rozgląda i nie wierzy, że to chodzi o niego. Zaczęło robić się ciekawie. Myślę sobie – kilka filarów, sporo chłopaków młodych, także jest dobrze. Po chwili słyszę – Jarosławie uwierz! Byłem bez wyjścia. Padłem na kolana, zalałem się łzami i cóż mogę powiedzieć – nie znam takich słów, aby wyrazić to, co czułem.

Podczas pobytu w Ziemi Świętej podszedł do mnie mężczyzna, którego nie znałem i powiedział: Bracie, Maryja zaprasza Cię do Medjugorje. To miało miejsce w lutym 2014 r. Powiedziałem: Dobrze, dobrze, dziękuję. Wtedy nie słyszałem dużo o Medjugorje. W czerwcu tego samego roku podczas rekolekcji, na których posługiwałem podeszła do mnie jedna z uczestniczek i powiedziała: Jarku, Maryja zaprasza Cię do Medjugorje i masz już nie odmawiać. Podzieliłem się tym z liderem, a On do mnie mówi: To jedź, na co czekasz. Pomyślałem – pięknie, nie mam wyjścia, ani wymówki na takie znaki. Był jednak mały problem – nie miałem pieniędzy. To był, jak sądziłem, niepodważalny argument, aby nie spełnić prośby. Tak tylko mi się wydawało… Bóg pokazał mi bardzo namacalnie, że dla Niego nie ma rzeczy niemożliwych! Wyjazd miał być w sobotę rano. W piątek o godz. 22:00 dzwoni do mnie znajoma i mówi, żebym przybył rano na miejsce zbiórki. Tym sposobem, nie mając pieniędzy po raz pierwszy pojechałem do Medjugorje. Za tydzień kolejny, za parę dni następny i następny… I tak po dziś dzień regularnie pojawiam się w tym miejscu kilka razy w roku.

Na miejscu jedna siostra z Oazy Pokoju, ubrana na biało, podeszła do mnie na ołtarzu polowym, położyła mi rękę na sercu i coś zaczęła mówić, aż mnie ciarki przechodziły. Nie rozumiałem, co mówi, więc poprosiłem osobę z grupy, żeby przetłumaczyła na Polski. Siostra Cler Marii powiedziała: Przyjdź z grupą na spotkanie do naszej wspólnoty. Odpowiedziałem, że nie jestem organizatorem, ale ona nalegała. Więc powiedziałem naszej przewodniczce, żebyśmy poszli do tej wspólnoty. Następnego dnia udaliśmy się do Oazy Pokoju. Siostra wywołała mnie do przodu oraz dwóch kapłanów i zaczęła mówić: Jarek jest rybakiem Maryi i łowi ludzi do Medjugorje. Ja powiedziałem nie, nie, ja nie jestem organizatorem, organizator siedzi przede mną. Na co siostra ze stoickim spokojem odparła: tak, tak, tak. Wyszła niezręczna sytuacja. Siostra znów położyła mi rękę na sercu i pobłogosławiła moje serce. Nic z tego nie rozumiałem. Na tych kilku pierwszych wyjazdach zacząłem dzielić się swoją wiedzą i doświadczeniem, które zdobyłem na formacji i posłudze. Ludzie namawiali mnie, żebym ja zaczął organizować wyjazdy do Medjugorje i dzielił się doświadczeniem Bożej Miłości. Nie wiedziałem jak zorganizować ludzi, ale sami się zebrali, zadzwonili i powiedzieli: Jest nas 50 osób, wynajmuj autokar, załatw pensjonat i jedziemy. To było wyzwanie, ale z Bożą pomocą się udało! Nie było łatwo. Szatan przeszkadzał, mieszał, walka trwała, lecz Maryja przychodziła i przychodzi zawsze z pomocą. Zrozumiałem, że to Matka Boża jest organizatorem wyjazdów, a ja jestem narzędziem w Jej Matczynych dłoniach. To jest dla mnie pewne, że to Jej dzieło. Nie robiłem ulotek, nie reklamowałem wyjazdów, a informacja o pielgrzymkach do Medjugorje zaczęła się rozchodzić z ust do ust. Teraz zrozumiałem słowa siostry – to było proroctwo.

Od siedmiu lat prowadzę wyjazdy do Medjugorje w formie rekolekcji. Staram się, aby zawsze towarzyszył nam kapłan. Pielgrzymkę do Medjugorje rozpoczynamy i kończymy Mszą Świętą na Jasnej Górze. Nie widziałem nigdy Maryi, Jezusa, ale doświadczyłem w Medjugorje Bożego Pokoju. Słowa MIR MIR MIR wyryły się w moim sercu.

W czasie mojego życia odbyłem wiele rekolekcji. Posługiwałem również jako wolontariusz na spotkaniach charyzmatycznych. Służyłem pomocą podczas modlitwy wstawienniczej, czy o uwolnienie. Posługuję od kilku lat z egzorcystami.

Od 10 lat na co dzień, zajmuję się ewangelizacją. Prowadzę formację, konferencje o różnej tematyce, modlę się nad chorymi, pomagam osobom, które pogubiły się w swoim życiu i oddaliły się od Boga, które uwikłały się w różnego rodzaju zniewolenia (magię, okultyzm, satanizm itp.). Znam wielu wspaniałych kapłanów oraz siostry zakonne, którzy się modlą za moją posługę i za każdy mój wyjazd pielgrzymkowy. Współpracuję z psychologami i psychoterapeutami. Poznałem wspaniałych ludzi o otwartych sercach, którzy okazali mi wiele dobra i wspierają w trudnych momentach.

Obecnie prowadzę wspólnotę Krwi Chrystusa (żyć Słowem Bożym na co dzień) i należę do duchowej Rodziny Przenajświętszej Krwi.

Dla Ciebie Jezu – z Tobą Maryjo – w jedności ze Świętym Józefem!


KONTAKT:

U BRATA JÓZEFA Jarosław Miłkowski
04-979 Warszawa, ul. Popradzka 17/25
NIP: 774-234-21-59

tel. 793 220 915
e-mail: ubratajozefa@gmail.com